sportowyexpress.wroclaw.pl

Piłka Nożna, dodał DR , rok temu , źródło: sportowyexpress.pl komentarzy: 2

„Jest dobry, ale go nie chcemy”


Fot. Paweł Kot

Sylvain Idangar nie zagra w Śląsku Wrocław. Po kilku dniach testów sztab szkoleniowy zrezygnował z podpisania kontraktu z wychowankiem Olympique Lyon. - Francuz pokazał się z naprawdę niezłej strony, ale nie podpiszemy z nim kontraktu – mówi dyrektor sportowy klubu Krzysztof Paluszek.

- My szukamy kogoś, kto z miejsca wskoczy do pierwszego składu, a nie będzie jedynie uzupełnieniem zespołu. Uznaliśmy, że Idangar nie spełnia tego warunku – wyjaśnia Paluszek. Idangar na zajęciach imponował umiejętnościami technicznymi, ale trenerom nie podobało się to, że piłkarz nie był najlepiej przygotowany kondycyjnie. Tyle tylko, że po zamknięciu okna transferowego trudno wierzyć w to, że do klubu sam zgłosi się zawodnik o wysokich umiejętnościach, z kartą w ręce i do tego w pełni gotowy do gry.

Idangar ma atuty, które dla działaczy Śląska powinny się liczyć. Piłkarskiego abecadła uczył się w klubie, który jest etatowym uczestnikiem Ligi Mistrzów (w tych rozgrywkach debiutował w pierwszym składzie Lyonu, zdobywając przy tym bramkę), imponuje techniką i dynamiką, jest też wciąż młody (26 lat) i można z nim wiązać nadzieje na przyszłość. Takiego piłkarza można albo brać w ciemno, albo w ogóle nie zawracać mu głowy i nie zapraszać na testy, bo to, że kondycyjnie nie będzie się prezentował najlepiej, jest chyba oczywiste.
Ale w Śląsku tego nie wiedzą. Klub kolejny już raz stracił czas i pieniądze na bezsensowne obserwacje. W zeszłym roku we Wrocławiu kilkudniowe wakacje spędzali Macedończyk Jovan Kostovski i Ugandyjczyk Eugene Sepuya. Zimą do Zieleńca pojechał Takafumi Akahoshi. Tego lata trenerzy WKS-u ciągali po zagranicznych zgrupowaniach Brazylijczyka Kaue.

Nie chodzi o to, że „Taraś” i dyrektor Paluszek odprawiają kogoś z kwitkiem, bo może dla Idangara Śląsk to rzeczywiście za wysokie progi. Chodzi o wątpliwy sens przyjmowania na testy wszystkich, jak leci. Swego czasu podobnie działo się w stołecznej Legii dowodzonej przez Jana Urbana, nota bene przyjaciela Ryszarda Tarasiewicza. Piłkarze przyjeżdżali i odjeżdżali, ruch jak na Warszawie Centralnej. Jaki był tego efekt? Sportowo – żaden, a działaczom tylko działało to na nerwy. Ryszard Tarasiewicz powinien z tym uważać, wiadomo przecież, że na jego miejsce szykuje się już Czesław Michniewicz…

Rafał Zagrobelny

;


Komentarze:

  • NV7AWA <a href="http://yniwwoloiggr.com/">yniwwoloiggr</a>, [url=http://nlvrcxlsdnbv.com/]nlvrcxlsdnbv[/url], [link=http://dddqyzxzglya.com/]dddqyzxzglya[/link], http://mqynftiofnlg.com/

    (Skomentowano miesiąc temu) przez igjavqe
  • Niech go w końcu wywala i będzie spokój ,mogę się założyć ze przy innym trenerze to Kaue czy teraz Idangar grali by w Śląsku.Co to znaczy jest dobry ale go nie weżmiemy? to są kpiny po prostu…

    (Skomentowano rok temu) przez Wrocek

Dodaj swój komentarz:
Nick:


Reklama:
Dj-baner